Le Fil à Plomb – RELACJA Maćka z przejścia w Masywie Mont Blanc
Zapraszamy Was serdecznie do relacji naszego klubowego kolegi Maćka Nieścioruka, który w listopadzie zrobił w masywie Mont Blanc w zespole z André drogę Le Fil à Plomb (TD-, WI4+, M4, 700 m).
GRATULUJEMY – piękne przejście i super przygoda!

Maciek: «W okolicach długiego listopadowego weekendu postanowiliśmy razem z André skorzystać z dobrej aury panującej nad masywem Mont Blanc i rozpocząć z przytupem sezon zimowego wspinania w wyższych górach. Wstępne raporty pokazywały dobrze formujący się lód na drogach, a brak większych opadów śniegu w ostatnim czasie oraz wyżowa pogoda zapowiadały dobrą passę.

Po odebraniu André z Innsbrucka lądujemy w Chamonix. W miejscowości panuje piękna jesień. Czas połowy listopada jest dość specyficzny, jeśli chodzi o potencjalną działalność – nie funkcjonują bowiem kolejki…! Jest to czas konserwacji i przygotowania infrastruktury pod zbliżającą się wielkimi krokami pełnię zimy. Wyzwania górskie podejmowane w tym czasie nabierają wyprawowego smaczku, ponieważ pełnię drogi, podejście, zjazdy i zejście trzeba zrobić honornie i samodzielnie od samego dołu doliny i bez dodatkowych ułatwień. Góry są jakby spokojniejsze i zawieszone między dwoma porami, co tylko potęguje obcowanie z ich majestatem.
Nasz wybór pada na „Le Fil à Plomb”, absolutny klasyk północnej strony Igieł, wyprowadzający na Rogun du Plan. Ostania relacja z przejścia pochodzi z ostatnich dni października. Warunki oceniane są jako „przeciętne”. Uznajemy, że warto próbować! Nastawieni na nocleg w winterroomie schroniska na Planie ruszamy z parkingu Grépon. Mniej więcej w połowie 1700-metrowego podejścia następuje zmiana pór roku. Ze złotej jesieni wskakujemy prosto w zimę.

Tej nocy jako jedyni nocujemy w schronie i następnego dnia o 4.00 ruszamy pod ścianę, w dalszym ciągu czeka nas jeszcze sporo podejścia. Po przekroczeniu szczeliny brzeżnej wspinamy się śnieżnym żlebem na lotnej asekuracji, sprawnie pokonując pojedyncze lodowe prożki i szybko zdobywając wysokość. Przy pierwszej barierze skalnej zakładamy stanowisko. Mimo wszystko wczesny sezon sprawia, że jeszcze przed cruxem mamy trochę mikstowego wspinania. Po przejściu nieco trudniejszego fragmentu docieramy do cruxa drogi, przepięknej formacji lodowej za WI4+, wylanej po spionizowanych płytach (85 stopni). Ewidentne trudności lodowe przechodzimy sprawnie. Wyciąg jest bardzo estetyczny i długi, a krótkie śruby siadają w polewce jak złoto.



Jednak to kolejne 3–4 wyciągi okazały tymi najbardziej „zabawowymi”. O ile śniegi w niżej położonych żlebach były dobrze związanym firnem, o tyle te wyżej położone były bardzo sypkie, co często uniemożliwiało dobre zabicie dziaby. Weszliśmy więc w eksponowany system zacięć i trawersów, na którym czesanie śniegu na gładkich płytach było standardem. W zastanych warunkach wiązało się to z dość czujnym mikstowym wspinaniem. Przy większej ilości zmrożonego śniegu odcinki te nie powinny stanowić wyzwania, natomiast dla nas był to najbardziej fizycznie i psychicznie wymagający odcinek drogi. Po jego przejściu lądujemy już właściwie w śnieżnym żlebie wyprowadzającym nas na grań. Tu również sypki śnieg zapewniał nam aktywności przypominające bardziej pływanie niż wspinanie.

Warto nadmienić, że w zdecydowanej większości przypadków zespoły, które kończą drogę na przełęczy, kierują się potem w kierunku kolejki na Aiguille du Midi, by następnie zjechać spokojnie w dolinę. My natomiast nie mieliśmy tego luksusu. Byliśmy zmuszeni zjechać całą długość drogi aż do podstawy ściany. Wiązało się to z zakładaniem sporej liczby stanowisk zjazdowych, gdyż droga nie jest do tego przystosowania, a wiercenie abołakowów nie zawsze było możliwe ze względu na brak lub słabą jakość lodu powstałego ze śniegu.
Przy schronisku z powrotem meldujemy się około 19, zupełnie wykończeni, ale szczęśliwi, że udało się zrobić drogę i wykonać zjazdy, które były przygodą samą w sobie.

Następnego dnia znaną już drogą zeszliśmy do Chamonix. W czasie naszej działalności nie spotkaliśmy praktycznie ani jednej osoby.
Wspaniała górska przygoda!»

