Droga Słoweńska na Północnej Ścianie Triglava
– RELACJA Gosi i Maćka ze Słowenii

Zapraszamy do relacji naszych klubowiczów, Gosi Ilkiewicz i Maćka Nieścioruka, z ich tegorocznego wyjazdu do Słowenii, gdzie zrobili Drogę Słoweńską na Północnej Ścianie Triglava. Dziękujemy za obszerne info, i gratulujemy przejścia!!
A teraz oddajemy im głos:
Północna ściana Triglava robi piorunujące wrażenie. To wielka masa wapienia, wysoka na około jeden kilometr i szeroka na około cztery. Jest jedną z największych ścian górskich w Europie. Nic dziwnego, że słoweńscy alpiniści nazywają ją po prostu „Ścianą”. Pomysł wejścia w Ścianę zwiastuje wspaniałą przygodę. Ale po kolei.

Na przełomie sierpnia i września wyruszyliśmy w Alpy. Po rowerowej rozgrzewce w Alpach Kitzbühelskich (Saalbach-Hinterglemm) w Austrii przenieśliśmy się w Alpy Julijskie w Słowenii. Zatrzymaliśmy się na kempingu w Dovje, tuż przy miejscowości Mojstrana.
Po przejściu ulewnego frontu w końcu nadszedł piękny, słoneczny dzień. Pobudka o 3.30. Wyjazd o 4.30. Stromą i krętą drogą dojechaliśmy na parking niedaleko schroniska Aljzeva w dolinie Vrata. Zajęło nam to jakieś pół godziny. Koszt parkingu wynosi 25 euro za dobę. Istnieje też możliwość dojazdu autobusem, a pierwszy rusza już o 4 rano. Niestety ostatni powrotny jest około 19, a wiadomo, że ze wspinu w górach nieraz wraca się później.

Na parkingu byliśmy ok. 5 rano. Panował tam istny gwar i ruch: co chwilę dojeżdżał nowy samochód, a zamiast ciszy poranka dominowały rozmowy podekscytowanych turystów. Pozostało mieć nadzieję, że większość z nich wybierze się na via ferraty, a nie na wspin.

Zdecydowaliśmy, że naszą pierwszą linią w Ścianie będzie Droga Słoweńska, nietrudna, popularna, lecz długa. Droga ma kilka wariantów, których trudności wahają się od II do IV, jej długość to ok. 800 metrów. Gotowi i wyszpejeni wstawiliśmy się w drogę równo o 7.00.


Większość drogi zrobiliśmy na asekuracji lotnej, w butach podejściowych. Na sztywno przyasekurowaliśmy się w kilku miejscach. Droga jest bardzo urozmaicona i przygodowa. Są kominy, piony, sporo scramblowania. To, co jednak zapadło nam w pamięć chyba najbardziej, to trawers w dużej ekspozycji wyceniony za II. Odebraliśmy go jako wymagający. Wrażeń dodaje też niewątpliwie naprawdę duża kruszyzna. Na drodze nie ma stałej asekuracji poza kilkoma, co najwyżej kilkunastoma, hakami i paroma pętlami, co na tak popularnej linii w Alpach jest dość zaskakujące. Zabranie własnych haków (poza frendami i kośćmi) może być dobrym pomysłem. W Alpach Julijskich polecamy stosowanie haków „miękkich”, które odkształcą się w rysach, nie powodując wykruszania wapiennej skały.

Nasza nadzieja nie okazała się złudna: zdecydowana większość osób, która tego dnia udała się do doliny Vrata, wybrała się na via ferraty. Na naszej drodze spotkaliśmy jedynie guide’a z klientką i wspinacza-solistę, który przyasekurowywał się tylko w trudniejszych miejscach. Tak mała liczba osób to kolejna rzecz, która nas zaskoczyła, biorąc pod uwagę rzekomą popularność drogi, sławę Ściany i, co najważniejsze, pogodny weekendowy dzień.

Widać było, że guide i solista doskonale znają drogę i idą ją „na pamięć”. W naszym przypadku spoglądanie na topo, kminienie i wybieranie wariantów zabierało cenne minuty, choć nie mieliśmy żadnych zapychów. Drogę skończyliśmy ok. 16. Tu warto zaznaczyć, że większość linii w ścianie nie prowadzi na szczyt Triglava (2864 m n.p.m.). Droga Słoweńska i inne drogi w pobliżu kończą się na skalistym plateau (ok. 2260 m n.p.m.).

Po wyjściu na ów płaskowyż podążaliśmy za usypanymi kopczykami, by po około 30 minutach dojść do szlaku turystycznego. Strome zejście szlakiem przez Prag okazało się najbardziej męczącym odcinkiem całego dnia. Na szlaku miejscami znajdują się sztuczne ułatwiania, ale jest on wyceniony na A+, a sprzęt via ferratowy nie jest niezbędny. Zejście ok. 1000 metrów w dół po całym dniu wspinania daje nam jednak w kość. Do parkingu docieramy po zmroku. Dzisiaj skorzystalibyśmy zapewne z noclegu, który jest możliwy w schroniskach Triglavski Dom na Kredarici i Dom Valentina Staniča pod Triglavom. Polecamy bardziej ten drugi.
Droga Słoweńska to super przygoda w wapieniu. Droga jest długa i urozmaicona, a słoweńskie wyceny, wiadomo, na pewno nie są zawyżone. Największym mankamentem wydaje się być kruszyzna.

A jeśli chodzi o szczyt Triglava, narodowej góry Słoweńców, to dwa dni później, przeczekawszy kolejne załamanie pogody, zdobyliśmy go turystycznie. Wybraliśmy via ferratę „Plemenice (Bamberg) pot” (C+). Wedle opisów jest to najtrudniejszy szlak na szczyt, wymagający i miejscami bardzo ekspozycyjny. Nijak ma się to jednak do trudności i ekspozycji w Ścianie 😉 Niemniej widoki ze szlaku są niesamowite, a wielka Ściana prezentuje się stąd wyśmienicie. Zeszliśmy ładną ferratą „Tominškova” (B).

Ze względu na ulewne deszcze, w pięknej dolinie Vrata nie udało nam się zdziałać już nic więcej. Na szczęście niedaleko jest sporo atrakcji na dni niepogody. Pod parasolem zwiedziliśmy Lubjanę, a burzę spędziliśmy w górującym nad tym miastem zamku. Odwiedziliśmy również słynny Zamek Bled. Polecamy też oczywiście nowoczesne muzeum alpinizmu w Mojstranie.

Masyw Triglava to zakątek Alp, który z pewnością jest warty odwiedzenia. Słynna północna Ściana oferuje wiele dróg wspinaczkowych. Są też via ferraty o różnych stopniach trudności. I mimo sporej liczby turystów da się tu odczuć dzikość i surowość gór.”

